Autor publikacji Well-Being
Marek Grabowski
Twój Alchemik Spokoju
Autor, który zamienia ciszę i spokój w sztukę.
„Pomagam zapracowanym osobom odnaleźć wyciszenie, odpoczynek od złych emocji i radość — nawet wtedy gdy cały świat wokół pogania, a doba ma zbyt mało godzin.„
Spokój wewnętrzny nie jest nagrodą dla tych, które wszystko ogarnęły
Mam dla Ciebie wiadomość, której nikt Ci prawdopodobnie nie powiedział wprost. Albo może mówił, ale tak owiniętą w bawełnę i posypaną pyłem motywacyjnym, że do Ciebie nie dotarła. Zatem powiem Ci ją wprost: spokój wewnętrzny nie jest czymś, na co się czeka lub zasługuje. Nie jest certyfikatem, który dostajesz po zaliczeniu egzaminu z dorosłości. Nie jest stanem, który odblokujesz, gdy w końcu odhaczysz ostatnią rzecz z długiej listy rzeczy do zrobienia. Nie mówię Ci to jak ktoś, kto ma wszystko poukładane i patrzy z góry z dobrotliwym uśmiechem. Raczej jako ktoś, kto sam przez długi czas tak samo czekał, aż w końcu wszystko „ogarnie”, zanim pozwoli sobie odetchnąć. I pewnego dnia zrozumiałem, że ta chwila nigdy nie nadejdzie, jeśli będę wciąż na nią czekał. Skąd w ogóle wzięło się przekonanie, że spokój trzeba zasłużyć Gdzieś po drodze – w domu, w szkole, w pracy i w tysiącu innych codziennych sytuacji – nauczyłaś się, że odpoczynek jest dla tych, którzy skończyli obowiązki. Że prawo do nierobienia niczego jest przywilejem. Że jeśli siedzisz spokojnie, podczas gdy coś jeszcze czeka do zrobienia, to znaczy, że jesteś leniwa albo nieodpowiedzialna. To jest jedno z najbardziej zakorzenionych fałszywych i szkodliwych przekonań, jakie znam. A jest sprytne, bo brzmi jak zdrowy rozsądek. Wygląda jak dojrzałość. Układ nerwowy, który ciągle pracuje w trybie gotowości — bo lista nigdy nie jest pusta, bo zawsze jest coś „jeszcze tylko jedno” — zaczyna po jakimś czasie traktować napięcie jako normę. Kortyzol nie wyłącza się automatycznie, gdy minie stres. Jeśli żyjesz w ciągłym napięciu wystarczająco długo, Twoje ciało przestaje odróżniać sytuację kryzysową od standardowego dnia. Wszystko zdaje się pilne i nawet spokojny wieczór zaczyna niepokoić, bo przecież powinnaś coś robić… I tu jest właśnie ta pułapka: im bardziej czekasz, aż będzie „po wszystkim”, żeby w końcu sobie pozwolić na oddech –
Jak wyciszyć myśli przed snem, kiedy głowa nie chce przestać pracować?
Leżysz. Jesteś zmęczona tak bardzo, że już na myśl o wstaniu boli Cię wszystko. Ciało masz ciężkie jak mokry koc, powieki opadają, a mimo to — nie możesz zasnąć. Głowa pracuje. Przeskakuje z myśli na myśl jak wróbel, który nie może znaleźć gałęzi. Dzieci, jutrzejsze spotkanie, ta dziwna rzecz, którą powiedziała koleżanka, lista zakupów, o której zapomniałaś, poczucie winy, że o niej nie pamiętałaś, i jeszcze to, że nie zadzwoniłaś do mamy od dwóch tygodni. I leżysz. I nie śpisz. I jesteś wykończona. Ale nie możesz się wyłączyć. Dziś napiszę właśnie o tym, jak wyciszyć myśli przed snem, kiedy ciało jest już dawno gotowe do odpoczynku, ale głowa wciąż pracuje na wysokich obrotach. Zacznę od czegoś, co może trochę Ci ulży. To nie jest Twoja wina. Naprawdę. To nie jest kwestia słabej woli ani zbyt miękkich poduszek. To są fizjologia i ewolucja. Twoje ciało robi dokładnie to, do czego zostało zaprojektowane przez wiele milionów lat rozwoju naszego gatunku — i właśnie dlatego tak bardzo Cię to wykańcza. Twój układ nerwowy nie wie, że już po wszystkim Wyobraź sobie, że przez cały dzień biegłaś. Nie dosłownie — choć może i dosłownie, bo kobiety w pracy, w domu, to kobiety w ciągłym ruchu, w stu miejscach jednocześnie. Nie zawsze fizycznie, materialnie — chodzi mi o bieganie wewnętrzne. To nieustanne napięcie, które zaczyna się rano, gdy patrzysz na telefon i zaczyna Cię już zalewać: maile, wiadomości, przypomnienia, coś ważnego, coś pilnego, coś, co poczeka, ale i tak nie czeka. Twój układ nerwowy — konkretnie ta jego część, którą nazywamy współczulnym, ta od „walki i ucieczki” — przez cały dzień był na wysokich obrotach. Produkował kortyzol i adrenalinę. Nie po to, żeby Cię stresować, tylko po to, żebyś dała radę. Żebyś była czujna, szybka, sprawna. On Ci pomagał. Tyle że nie wiedział, kiedy przestać.